HIDDENSSE – ROSTOCK – LUBECK

Z węzła farwaterów łączących się w zachodnim fragmencie Kubitzer Bodden kierujemy się ogólnie na północ,  między wyspami Bock i Hiddensee. Po lewej burcie mijamy wejście do laguny osłoniętej wyspami Bock, Kleiner Werder i półwyspem Fischland – Darss – Zingst (lagunę odwiedziliśmy w poprzednim rozdziale). Kilka następnych mil płyniemy farwaterem wzdłuż zachodnich wybrzeży Hiddensse, aż do zielonej pławy nr 7. Minęliśmy już mielizny i granicę strefy chronionej parku narodowego. Jeśli planujemy nocleg w porcie Nothafen na wschodnim brzegu cypelka Darsser Ort kierujemy się na latarnię morską Darsser Ort mijając po lewej burcie Zingst i Darss. Można też popłynąć trasą wiodącą na północ od Rugii i Hiddensee by wyjść na Bałtyk.

 

STRELASUND-ROSTOCK

Półwysep Darsser Ort

Na kilkudziesięciu milach wybrzeża między Barhöft a Warnemunde brak bezpiecznego portu dla jednostek sportowych i wycieczkowych, jedynie po wschodniej stronie cypelka Darsser Ort oznaczonego latarnią morską napotyka się małą przystań mogącą pełnić rolę portu schronienia. Wolno tu wejść w przypadku: złej pogody, awarii na jachcie lub jeśli zdrowie kapitana szwankuje.

Do czasu upadku muru berlińskiego stacjonowały tu małe jednostki Marynarki Ludowej NRD. Następnie teren objęto prawną ochroną jako część parku narodowego Vorpommersche Boddenlandschaft. Porcik z naturalnych przyczyn często się wypłyca. Zdjęcia lotnicze i satelitarne wskazują, że największe ruchy piasków dennych występują blisko główek i w główkach portu. W 2013 roku część akwenu została pogłębiona dla potrzeb statku ratowniczego „Theo Fischer”, który ma tu swój posterunek. Statek osiąga zanurzenie 1,65 metra. Przed rejsem warto jednak dowiedzieć się czy port jest aktualnie dostępny. Przystań stanowi doskonały punkt wyjściowy do dalszej żeglugi na NW do południowych wybrzeży Danii i na W-SW w głąb Zatoki Meklemburskiej.

Dalsza podróż wymaga starannej nawigacji, cypel Darsser Ort jest przedłużony mieliznami daleko wychodzącymi na północ i północny wschód. Oprócz mielizn od Darsser Ort do Przylądka Gedser na duńskiej wyspie Falster rozciąga się płytki próg podwodny, stanowiący część naturalnej granicy między Bałtykiem środkowym a zachodnim, po niemiecku Ostsee. Od tego miejsca na zachód nadmorskie kurorty mają przydomek Ostssebad.

Kadetrinne stanowi cieśninę między FDZ a duńską wyspą Falster, ma szerokość około 20 Mm i podobną długość. Od strony duńskiej częściowo przegrodzona jest mielizną Gedserraff gdzie głębokości osiągają nawet tylko 6 -7 metrów a dno usłane jest głazami. Przez Kadetrinne przepływa ponad 70% czystej, zasolonej wody napływającej z Morza Północnego, wraz z nią na Bałtyk przedostają się pionierskie gatunki zwierząt i roślin, w tym między innymi krab wełnistoręki, który u nas nie rozmnaża się. W ostatnich latach pojawiły się nawet żebropławy.

Trudną nawigacyjnie cieśniną przepływa rocznie około 60 tysięcy statków w tym znaczny procent to rosyjskie tankowce przewożące paliwa w stronę Kanału Kilońskiego. Ze względu na realne zagrożenie ekologiczne przyległe państwa postulują wprowadzenie obowiązkowego pilotażu dla większych statków. Jednak newralgiczna część akwenu stanowi wody międzynarodowe i wymagana jest zgoda wszystkich zainteresowanych stron. Rosjanie nie wyrażają zgody.

Z ciekawostek historycznych należy wspomnieć fakt brzemienny w skutki. W 1164 roku silny sztorm zatopił tu flotę pod wodzą księcia Bogusława I kładąc kres dominacji Słowian na południowym i zachodnim Bałtyku.

 

WARNEMÜNDE

Ławica białych żagli, kilka dużych budynków i obiektów przemysłowych wskazują, że podchodzimy do Warnemünde, awanportu Rostock. Ujście rzeki Warnow ograniczają dwa masywne, wykonane z narzutu kamiennego falochrony. Dodatkowe podobne falochrony osłaniają dużą marinę Hohe Dune (olimpijską) położoną na wschód od ujścia rzeki. Pozostałe prawobrzeżne mariny oraz port handlowy leżą głównie na wodach laguny przyujściowej Breitling i w kilku osadach położonych nad rzeką między Warnemunde a Rostockiem. Jeśli zamierzamy skorzystać z atrakcji miasta nie powinniśmy cumować w Hohe Dune ze względu na utrudnioną komunikację z lewym brzegiem (promy). W zatłoczonym Alte Strom trudno liczyć na wolne miejsce, nawet na krótki postój. Zresztą atrakcje wybitnie zatłoczonego i hałaśliwego Ostssebad Warnemünde nie zachęcają do spędzenia w nim dłuższego czasu. Jedyną jak dla mnie atrakcją są dość często spotykane oldtimery podobne do gaflowego, trójmasztowego szkunera wchodzącego na pełnych żaglach do portu i rozpędzającego po drodze stada mniejszych jachtów, stateczków wycieczkowych i promów kursujących wahadłowo między brzegami rzeki.

Szkuner gaflowy wchodzący do Warnemünde. Foto: Kazimierz Olszanowski

Około 1200 roku przy ujściu Warnow funkcjonowała mała wioska rybacka z kilkoma chałupami. W początkach XIV wieku, całą wioskę wraz z ujściem Warnow kupił prężnie rozwijający się Rostock, w obawie, by któryś z okolicznych feudałów nie zawłaszczył ujścia rzeki i nie blokował handlu morskiego miasta. Ten stan trwał do końca XIX wieku kiedy to Warnemünde stało się modnym Ostseebad i administracyjnie dzielnicą Rostocku.

Alte Strom. Foto: Kazimierz Olszanowski

Na zatłoczonych brzegach kanału der Alte Strom będącego przystanią dla stateczków bardzo kolorowej „białej floty” przebijamy się lawirując między restauracjami, pubami i budkami z morskimi specjałami. Nie brakuje w nich potraw z ryb bałtyckich i dobrego, niemieckiego piwa. Zgodnie ze starym zwyczajem, wspartym przepisem prawnym na miano piwa zasługuje wyłącznie napój warzony z czterech składników: wody, słodu, drożdży i chmielu. Spożywanie poddanego obróbce termicznej piwa zamiast skażonej wody z rzeki zapobiegało niegdyś wybuchom częstych epidemii czerwonki. Nad Bałtykiem czerwonka nie zbierała tak dużego żniwa jak gdzie indziej w Europie. Widocznie tubylcy nieświadomie odkryli lecznicze działanie kufla złocistego trunku kultywując tradycyjną kurację do dzisiaj, lub bardziej dbali o higienę.

Trzeba pamiętać, że tu i w innych nadmorskich miastach obowiązuje rygorystyczny zakaz karmienia ptaków, zwłaszcza mew. Przyczyną jest częste napadanie dużych agresywnych mew na ludzi konsumujących dary morza. Mewy próbują posilić się na nasz koszt. W kilku przypadkach taki zmasowany atak zakończył się poranieniem ludzi. Kara za złamanie zakazu może wynosić nawet 5000 euro, a to już bardzo boli.

Na zachodniej plaży zbudowano model układu słonecznego. Słońce w skali 1:1 000 000 000 ma średnicę 1,6 metra natomiast odległość do Plutona nieco ponad 6 kilometrów. Wprawdzie już kilkanaście lat temu Plutona zdegradowano do klasy planet karłowatych, ale tu jeszcze funkcjonuje jako zwykła planeta, choć w przyjętej skali ma wielkość ziarnka grochu i niedawno odkryto już kilkanaście planet znacznie większych od niego.

Rzeka Warnow

Średniej wielkości nizinna rzeka wypływa z pojezierza Meklemburskiego ma długość 151 km. W środkowym biegu przełamuje się między wzgórzami moreny czołowej. Na ostatnim odcinku poniżej Rostocku do ujścia rzeka zatraca swój naturalny charakter, poszerza się przypominając szeroki kanał. Ten odcinek jest dostępny dla większych statków i został nazwany Unterwarnow. Od Rostocku do morzą nie przegradzają rzeki żadne mosty, ich rolę pełni tunel wybudowany pod jej korytem, co bardzo sprzyja żeglarzom.

 

ROSTOCK (Roztoka)

Na wschodnim brzegu Warnow leżał słowiański gród Roztok (Saxo Grammaticus 1161 rok). Po drugiej stronie rzeki na początku XIII wieku powstały trzy niewielkie osady rzemieślnicze i handlowe zasiedlone przez imigrantów z zachodu. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat osady połączyły się w jeden organizm miejski Rostock. Wokół nowego miasta zbudowano mury obronne. W okresie pomyślnej koniunktury związanej z uczestnictwem w Hanzie miasto wykupiło tereny, aż po ujście Warnow wraz z wioską Warnemünde. Flota kilkudziesięciu kogg kursowała sezonowo od Brugii i Londynu na zachodzie, do Nowogrodu na wschodzie. Zwłaszcza handel futrami przywożonymi z Nowogrodu przynosił gigantyczne zyski. Popyt na ciepłe futra wzrastał w XVI wieku wraz z pogłębianiem się tzw. małej epoki lodowcowej (minimum Mondera). Brzęczącą monetę zamieniano na wspaniałe budowle; rezydencje patrycjuszowskich rodzin, obiekty obronne i sakralne. Powołano pierwszy w północnych Niemczech uniwersytet. Rostock wyprzedził wprowadzenie reformacji o ponad 50 lat, w 1484 roku w mieście doszło do zamieszek przeciwko patrycjatowi miejskiemu, dworowi książęcemu i hierarchii katolickiej. Zamordowano nawet proboszcza nowo konsekrowanej katedry św. Jakuba. W ciągu następnych kilku lat powstanie krwawo stłumiono, miasto obłożone anatemą kościelną zostało całkowicie uzależnione od księcia Meklemburgii i jako jedyna z niemieckich, hanzeatyckich metropolii nie uzyskało statusu wolnego miasta Rzeszy.

Utrata wewnętrznej spójności celów miast hanzeatyckich skutkowała stopniowym spadkiem znaczenia i upadkiem Hanzy na początku XVII wieku. Wkrótce działania wojenne (wojna trzydziestoletnia i wojny północne) zrujnowały kraj w tym jego miasta, nastąpił regres gospodarczy trwający do połowy XVIII wieku, kiedy to rozwój żeglugi dał pracę wegetującym mieszkańcom i ożywił gospodarczo kraj. Dopływ gotówki wywołał rozwój przemysłu stoczniowego, mechanicznego i lotniczego zaś krótko przed II wojną przemysłu zbrojeniowego.

Działania wojenne zniszczyły substancję miejską w 50 procentach. Ucierpiały też gotyckie zabytki, największy kościół św. Jakuba został całkowicie zniszczony, inne zabytkowe budowle mocno ucierpiały od wybuchów bomb lotniczych i wywołanych przez nie pożarów.
W czasach NRD Rostock był oknem na świat wschodnich Niemiec, rozwijał się jako miasto portowe, ośrodek przemysłu okrętowego i przetwórstwa ryb. Wtedy też powstały dziwne budynki mieszkalne z wielkiej płyty ale nawiązujące do architektury gotyckiej.

Nowa starówka. Foto: Kazimierz Olszanowski

Jesteśmy przyzwyczajeni do widoków starówek większych miast w naszym regionie, wyglądających z pewnej perspektywy jak ławica niewielkich kamieniczek z grzebieniem wież kilku monumentalnych kościołów. Po wojnie w Rostocku na miejscu zrujnowanego starego miasta postawiono osiedle kilkunastu dużych bloków wysokich na kilka pięter. Tu chyba architekci zdecydowali się zapewnić mieszkańcom dobre warunki życia w nowoczesnych budynkach niż skazywać ich na uciążliwości nowo zbudowanych, niby gotyckich kamieniczek. Co do urody miejsca, gusty jak wiadomo nie podlegają dyskusji.

Port w Rostock. Z braku terenów niezbędnych dla współczesnego portu handlowego funkcję tą przejęło Warnemünde, gdzie pięćdziesiąt lat temu zbudowano nowy port i stocznię.

Rostock, podobnie jak Szczecin, leży na zachodnim brzegu dużej rzeki. W każdym z tych miast u podnóża skarpy zabudowanej obiektami starówki ciągną się długie „nadmorskie” promenady. I to już w zasadzie koniec podobieństw. Szczecin posiekał swój reprezentacyjny akwen mostami zaś Rostock udostępnił długie nabrzeża bazującym tu statkom, stateczkom, mrowiu jachtów a nawet „Szczecinowi”.

Ten szacowny zabytek techniki morskiej jest najstarszym czynnym lodołamaczem na świecie i to jeszcze z napędem parowym. Wprawdzie już bardzo rzadko używany jest do kruszenia lodów morskich raczej kruszy lody między narodami wędrując między portami krajów nadbałtyckich. W czasie corocznych obchodów Hanse Sail prowadzi paradę kilkuset jednostek defilujących w zwartym szyku przed zgromadzoną kilkusettysięczną publicznością. 

Lodołamacz „Stettin”. Foto: Kazimierz Olszanowski

Żuraw portowy. Dampf-Eisebrecher „Stettin” z całą pewnością jest szacownym eksponatem muzealnym, informuje o tym specjalna tablica wisząca na burcie statku, szkoda, że podobnej tablicy nie powieszono na pobliskim dość dziwnym obiekcie. Ta nieco nawiązująca formą do współczesnej rzeźby surrealistyczna budowla okazała się niedawną kopią żurawia portowego, pracującego tu w latach 1780 – 1885. Prawdopodobnie w tym miejscu istniał średniowieczny żuraw podobnie jak w wielu innych nadbałtyckich portach m.in. w Szczecinie, Toruniu, Gdańsku. Do naszych czasów przetrwał jedynie żuraw gdański zbudowany tak solidnie, że bez szkody odparł ataki czasu i ludzi.

Żuraw portowy. Foto: Kazimierz Olszanowski

Ogród botaniczny. Najstarszy w Meklemburg-Vorpommern Uniwersytet Rostocki założył kilkadziesiąt lat temu bardzo bogaty ogród botaniczny. Urządzono różnorodne siedliska oraz obsadzono je drzewami, krzewami i roślinami zielnymi. Żyje tu ponad tysiąc egzotycznych gatunków roślin, w tym wiele bardzo rzadko spotykanych w innych ogrodach botanicznych tej części Europy.

Zabytki architektury

W obrębie starówki istniały cztery monumentalne, gotyckie kościoły, największy z nich św. Jakuba został zniszczony w czasie ostatniej wojny (czasy powojenne też się przysłużyły). Najwięcej szczęścia miał kościół Mariacki, który zachował nawet przebogate, unikalne wyposażenie. Kolejny św. Mikołaja patrona żeglarzy prawdopodobnie z powodu deficytu wiernych przebudowano do nowej funkcji. Ostatni kościół św. Piotra jeszcze funkcjonuje.

Kościół Mariacki. Jeden z największych kościołów na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego porównywany co do wielkości z kościołami w Stralsundzie, Wismarze i Lubece. Wprawdzie Kościół Mariacki jest trójnawową bazyliką jednak transept o szerokości nawy głównej nadaje mu kształt rzutu zbliżony do równoramiennego krzyża greckiego i przypomina budowlę centralną.. Bryłę budynku uzupełniają; prezbiterium z wielokątną absydą z tzw. ambitem czyli wieńcem kaplic i ciągiem komunikacyjnym wokół ołtarza głównego. Od strony zachodniej nawę główną i nawy boczne spina westwerk oparty na fundamentach starszej budowli. Westwerk przekrywa potężna konstrukcja, która miała być podstawą dla dwóch smukłych gotyckich wież. Aktualnie to co tam jest u góry trąci na kilometr XVIII-wiecznymi Prusami. Kościół zachował ciekawe wyposażenie.

Kościół mariacki. Foto: Kazimierz Olszanowski

Tu wyłazi godna pozazdroszczenia kupiecka przezorność, szacunek i miłość do pieniędzy. Nawet w bezmyślnym szale niszczenia bogatego wyposażenia kościelnego skupiono się na obrazach, które były znacznie tańsze od innych dzieł sztuki. Dzięki temu i dużemu szczęściu w czasach licznych wojen w Kościele Mariackim zachowało się nadzwyczaj bogate i ciekawe wyposażenie liturgiczne i wotywne. Tego nawet Szwedzi nie ukradli, bo przedmioty są zbyt duże i za ciężkie jak na możliwości ówczesnego transportu. Podobno jest to największy, zwarty zbiór zabytków tego typu w Niemczech.

Zegar astronomiczny. Wśród dzieł zgromadzonych w kościele prawdziwą perłą jest średniowieczny i jeszcze działający zegar astronomiczny. Przez wieki był kilkukrotnie naprawiany i wzbogacany o nowe funkcje. Wysoki na ponad 11 metrów zegar posiada tarczę 24 – godzinną z mechanizmem wybijającym godziny.

Zegar. Foto: Wojciech Rzepka

W południe i o północy wybijaniu pełnych godzin towarzyszy procesja ruchomych figurek. W osobnych okienkach można znaleźć aktualne informacje dotyczące faz księżyca, pozycji słońca i księżyca na tle znaku zodiaku, kalendarz rolniczy, daty świąt kościelnych. Oczywiście nie brakuje informacji na temat daty, dnia tygodnia, bieżącego miesiąca, godzin wschodu i zachodu słońca.

Kościół św. Mikołaja. Z rejonu mostu nad Warnow widać dziwny duży dach, w połaci wykonano trzy rzędy okien. To były kościół mieszczący obecnie mieszkania, biura administracji kościelnej i salę koncertową.

Rozpoczęcie budowy kościoła w stylu gotyku halowego nastąpiło na początku XIII wieku. Początkowo była to budowla trójnawowa z wieżą i prezbiterium. Pod uniesionym ponad terenem prezbiterium wykonano kamienną bramę umożliwiającą przejazd. Do czasu huraganu w 1706 roku masywna wieża była zwieńczona wysokim hełmem kompletnie zniszczonym przez wiatr i zastąpionym niewielkim daszkiem. W tej formie budynek funkcjonował do 1942 roku kiedy to został zbombardowany i poważnie zrujnowany z prawie całym wyposażeniem. Po wojnie kościół trwał jako prowizorycznie zabezpieczona ruina. Odbudowa w latach siedemdziesiątych XX wieku dość swobodnie potraktowała substancję architektoniczną tworząc coś na kształt gotyckiego kościoła wymieszanego z dużym magazynem zbożowym.

Kościół św. Mikołaja. Foto: Kazimierz Olszanowski

Kościół św. Piotra. Już tradycyjnie trzeba napisać, że jest najstarszym (1252 rok) z rostockich i jak zwykle w przyziemiu wieży można zauważyć resztki najwcześniejszej budowli. Budynek zaprojektowano jako jednonawową bazylikę z kamienia. W połowie XV wieku pierwszą budowlę rozbudowano do postaci trójnawowej bazyliki ceglanej. Po półwieku na krótko przed zmianą obowiązującej religii dobudowano masywną, wysoką wieżę. Wkrótce po wprowadzeniu reformacji ku uciesze zatwardziałych katolików wieża protestanckiej już świątyni spłonęła od uderzenia pioruna, by w czasie odbudowy zostać zniszczoną przez burzę. To już jak mówią zapiski odebrano jako karę boską, która dotknęła zadufanych w sobie protestantów. Na początku XX wieku świątynia doczekała się gruntownej renowacji, by za kilka dziesięcioleci lec pod bombami Lancasterów. Zniszczona została górna część budynku czyli dach i sklepienia dwóch naw oraz całe wyposażenie. W latach powojennych budynek odbudowano jako tako byle jako, w stylu gotycko-enerdowskim.

Dom Kerkhoffa. W sąsiedztwie ratusza miejskiego znajduje się jedna z niewielu lepiej zachowanych kamienic miejskich należąca niegdyś do rodu miejscowych patrycjuszy. Powstała na początku XVI wieku czyli w czasach gdy renesans nieśmiało zaczął pojawiać się w nadbałtyckich miastach. Budynek nosi jednocześnie cechy gotyku i renesansu. W XVIII wieku został otynkowany. W 1902 roku miasto odkupiło kamienicę i po gruntownym remoncie związanym z przebudową urządziło tu archiwum miejskie i urząd stanu cywilnego. Wtedy też elewację ozdobiono wykładziną z płyt terakotowych w stylu Art Nouveau. Całość przypomina leciwą, ale jeszcze bardzo zgrabną damę, która stara się odmłodzić wyzywającym makijażem.

Inne zabytki. Katalogi i foldery reklamują wiele innych zabytków. W naturze okazuje się, że są to tylko szczątki pokaźnych niegdyś budowli lub były w ciągu wieków przebudowane w sposób wykluczający rozpoznanie ich pierwotnej formy bądź ukryte między gmachami z enerdowsko-gotyckiej wielkiej płyty. Przy odrobinie spostrzegawczości lub szczęścia można jednak wypatrzeć coś ciekawego.

Gotycka fasada starannie ukryta w podwórku. Foto: Kazimierz Olszanowski

Po zwiedzeniu atrakcji Roztoku, wracamy do Warnemünde i po wyjściu w morze, wzdłuż brzegu płyniemy na południowy zachód.

 

ROSTOCK-WISMAR

KUHLUNGSBORN

Klasyczny Ostssebad jeden z największych na niemieckim wybrzeżu Bałtyku. Samo miasteczko wygląda jak typowy nadmorski kurort o wyższym standardzie. Dysponuje nowoczesną mariną mieszczącą kilkaset jachtów. Wejście w główki osłonięte długimi falochronami ułożonymi w narzutu kamiennego znajduje się od wschodu. Patrząc z morza marina leży nieco na zachód od końca długiego klifu ciągnącego się z małymi przerwami od Warnemunde. Wewnątrz akwenu portowego falochrony osłonięto dodatkowymi pomostami. Cumujemy do wewnętrznych pomostów wyposażonych w Y-bomy. Nawet w czasie silnego wiatru brak dokuczliwego rozkołysu jak twierdzą miejscowi. Ja jednak mam wątpliwości; marina jest przyklejona do brzegu jak jaskółcze gniazdo do ściany. Nie widziałem tu silnego sztormu z N, jednak mam wątpliwości czy moich informatorów nie zaślepił lokalny patriotyzm, bo podobnie położone i zabezpieczone porty Lome i Glove na Rugii mocno cierpią w ciężkich warunkach. Ponoć trzeba uważać na nieprzewidywalne co do prędkości i kierunku prądy w basenie portowym.

Zdarza się, że warunki pogodowe zatrzymają nas dzień lub dwa w porcie wówczas warto wybrać się autobusem do niedalekiego miasta Bad Doberan i zwiedzić istniejący tam słynny z architektury i wyposażenia kościół pocysterski i kilka innych ciekawych i dobrze zachowanych zabytków.

Półwysep Wustrow

Płyniemy z Kuhlungsborn wzdłuż klifowego wybrzeża zastanawiając się co znaczą w praktyce napisy „munition unrein” zdobiące mapę na naszej trasie. Na wysokości niewielkiej miejscowości Rerik oznaczonej widoczną z morza czerwoną wieżą kościelną zaczyna się wąski półwysep Wustrow. Podobnie jak w przypadku Wustrow na lagunie FDZ źródłem nazwy jest określenie święta wyspa. Prawdopodobnie jeszcze w czasach historycznych półwysep był wyspą. Wybrzeże jest przedłużone piaszczystą, wąską kosą jakiegoś mierzejowatego przylądka. Na prawie całym terenie ustanowiono NSG czyli rezerwat przyrody.

 

RERIK

By dopłynąć do Rerik należy trzymając się farwateru sforsować stosunkowo długą zatokę Salzhaff osłanianą od strony morza przez półwysep Wustrow. Port wyposażony jest w kilka pomostów prostopadłych do brzegu, cumujemy między dalbami do jednego z nich.

Historia Rerik. W pobliżu miejscowości znajduje się cmentarzysko pochodzące z neolitu. Stosunkowo dobrze zachowały się tu groby z tzw. obstawą kamienną przykryte ziemnymi kurhanami. Datowanie 3,5 – 2,9 tysiąca lat przed nasza erą. Z dwóch kurhanów usunięto nasypy ziemne, co pozwala zobaczyć elementy z kamienia. Twórcami grobowców megalitycznych była rolnicza ludność kultury pucharów lejkowatych, która pozostawiła po sobie tysiące megalitycznych dolmenów i kromlechów w tym słynne Stonehegne.

Mało która osada we wczesnym średniowieczu, leżąca na „peryferiach cywilizacji” ma tak bogatą literaturę na swój temat. Z tejże literatury dowiadujemy się, że Rerik był znaczną handlową osadą zamieszkałą przez Obodrytów. Prowadził tędy szlak handlowy łączący państwo Karola Wielkiego ze wschodem. Około 808 roku osada została zniszczona przez najazd duńskiego króla Godfreda, lokalny książę Drożko zamordowany, zaś mieszkańcy zesłani do Hedeby (Haithabu). W ten sposób Godfred zapewnił sobie wpływy z monopolu handlowego. Po stu latach Słowianie zamieszkujący okolice Rerik zrewanżowali się niszcząc doszczętnie Hedeby.

Wiemy prawie wszystko oprócz miejsca położenia samej osady. Wprawdzie obecny punkt widokowy Schmiedeberg jest pozostałością słowiańskiego grodu, być może nawet świątyni pogańskiej, ale to jeszcze nie stanowi dowodu. Przez ostatnie dziesięciolecia naukowcy proponowali kilkanaście lokalizacji. W ostatnich latach uznano na podstawie badań prowadzonych przez archeologów z Kilonii, że Rerik leżał na zatopionym obecnie terenie przy wschodnim brzegu Zatoki Wismarskiej, mniej więcej na równoleżniku południowego cypla wyspy Poel, czyli niekoniecznie tu gdzie znajduje się współczesny. Ciekawe jak archeologom udało się ustalić nazwę osady przecież wtedy nie używano powszechnie pisma. Raczej trudno sobie wyobrazić znalezienie inskrypcji z nazwą miejscowości.

Krótka notatka poniżej, udokumentowana zapiskami historycznymi ostrzega przed pokutującym jeszcze zwyczajem zbyt pochopnego klasyfikowania etnicznego czy narodowościowego dawno zaginionych ludów. Z nazwami miejscowości jest podobnie.

Warnowie

Okres wędrówek ludów namieszał też na terenach obecnych północnych Niemiec. W zapiskach Prokopiusza z Cezarei znajduje się informacja o germańskim ludzie Warnów zamieszkującym środkowe Połabie. Warnowie pod naciskiem wędrujących Herulów przesunęli się nad rzekę Warnow, gdzie wkrótce zostali rozbici przez germańskich Franków (595 rok). Resztki Warnów uległy kolejnemu najazdowi tym razem Słowian prących na zachód. Ich niedobitki zmieszały się z najeźdźcami tworząc słowiańskie plemię Warnów zaliczane do plemion obodryckich.

Kościół św. Jana w obecnym Ostssebad Rerik zbudowano w połowie XIII wieku w stylu gotyckim. Trzysta lat później został przebudowany w stylu barokowym. Podobno jest budynkiem bardzo pięknym skoro uznany został za lidera w klasyfikacji kościołów gotyckich przebudowanych w baroku na terenie północnych Niemiec. Wśród narzucających się wniosków jeden mówi, że im bardziej rozbudujemy klasyfikację tym uzyskamy więcej liderów.

 

Wyspa Poel

Na południu pojawia się wyspa oznaczona czerwonym dachem ceglanej wieży kościoła i dwoma latarniami morskimi w Timmendorf na zachodzie i Gollwitz na północnym wybrzeżu. Jest jedną z największych niemieckich wysp bałtyckich, bodajże siódmą co do wielkości. Poel ma kształt okrągławy, od południa zanurza się w niej wąska długa zatoka. Na wybrzeżu otaczającym jej północny skraj leży stolica wyspy wieś Kirchdorf. Jak na niewielki kawałek lądu (ok. 70 km2) zamieszkały na stałe przez 2-3 tysiące mieszkańców wyspa dysponuje nawet dwoma portami Kirchdorf i Timmendorf .

Historia Poel. Wyspę zasiedlił osadnikami z Dolnej Saksonii książę Henryk Lew. Mając na sumieniu wiele wojen, rzezi i pomniejszych mordów, w trosce o zbawienie duszy pobudował kościół w wiosce nazwanej później Kirchdorf. Parafię podporządkował biskupstwu w Lubece. Skąd sprowadził też niewielki konwent zakonników. Konsekracji kościoła dokonał specjalny legat papieski, czyli odbyła się z wielką pompą. Z upływem lat kościół etapami rozbudowywano i modernizowano. Około 1400 roku przybrał obecną formę gotyckiej, jednonawowej bazyliki bogato wyposażonej w rzeźby i obrazy. W czasie reformacji światły kurator świątyni Johann Wigand nie pozwolił neofitom protestanckim na ikonoklazm czyli dewastację wyposażenia. Dzięki temu przetrwały unikalne zabytki rzemiosła i sztuki gotyckiej. Indywidualną cechą budowli jest potężna romańska wieża stanowiąca przez wieki nabieżnik dla żeglarzy, ze względu na kształt hełmu nazywana jest czapką biskupa (infuła).

Czasy Hanzy dokumentuje jedynie koga znaleziona w osadach dennych w pobliżu wyspy. Dzisiaj jej wierna kopia wyposażona w nowoczesny silnik spalinowy pływa po wodach portowych Wismaru wożąc turystów.
Książę Johann Albrecht I w pobliżu kościoła zbudował skromny zameczek myśliwski. Korzystał z niego dość rzadko, dlatego budynek często stał opuszczony i wkrótce rozkradziony przez mieszkańców okolicy. Rozgrabiono nawet kamienie i cegły ze ścian.

Położona w centrum zatoki wyspa z racji strategicznego położenia budziła zainteresowanie władców niemieckich i szwedzkich. Na początku XVII wieku zbudowano fortyfikacje broniące jej. Jednak umocnienia wkrótce uległy atakowi duńskiego króla Chrystiana IV, wojskom Ligi Katolickiej pod wodzą Wallensteina i ostatecznie Szwedom.

Pokój westfalski (w Osnabruck) przyznał wyspę Szwecji choć Prusy, księstwo Hanoweru, Brandenburgia i Dania rościły do niej pretensje. W miarę sprzyjających okoliczności próbowały nią zawładnąć, czasami z krótkotrwałym sukcesem. Na początku XVIII wieku rozebrano kamienne elementy umocnień i rozbrojono twierdzę co naraziło mieszkańców na najazdy i plądrowanie przez wojujące armie zwłaszcza siły koalicji antyszwedzkiej.

W czasach napoleońskich książę Friedrich Franz I wydzierżawił na sto lat wyspę od Szwecji, jego następcy w 1903 roku przekonali Szwecję do zrzeczenia się praw do wyspy. W okresie międzywojennym zbudowano most na stały ląd .

W ostatnich dniach II wojny światowej brytyjskie samoloty zbombardowały w pobliżu wyspy kilka statków, w tym liniowiec „Cap Arcona”, załadowanych kilkunastoma tysiącami więźniów wywożonych z obozu koncentracyjnego Neuegamme leżącego na przedmieściach Hamburga i uczestników tysiąckilometrowego „marszu śmierci” z obozu Furstengrube na Śląsku. Po odlocie samolotów, pływający w lodowatej wodzie ludzie zostali wystrzelani przez małe niemieckie okręty. Większość z nielicznych rozbitków, którym udało się dopłynąć do brzegów zatoki, tam wymordowano. Pytanie gdzie oprawcy zamierzali rzekomo ewakuować więźniów, wszak w tym czasie Niemcy nie posiadały już żadnego portu, pozostanie z pewnością bez odpowiedzi. Jedno jest pewne Brytyjczycy kilka dni wcześniej ogłosili, że wszystkie niemieckie statki i okręty mają pod białymi flagami udać się do najbliższych portów. Statki wypełnione więźniami tego nie uczyniły co naraziło je na atak lotniczy i zgubę.

Wyspę zajęły wojska brytyjskie, które 3 maja 1945 przekazały ją armii radzieckiej razem z mieszkańcami i uchodźcami ze wschodu, którzy mieli nadzieję pozostać w brytyjskiej strefie okupacyjnej, ale się rozczarowali.

 

WISMAR

Akwen na południe od wyspy Poel usiany jest resztkami wysepek rozmytych niegdyś przez morze. Pozostały po nich skupiska wielkich głazów sięgających nawet powierzchni wody. Tu trzeba rygorystycznie pilnować farwateru, zresztą bardzo dobrze oznakowanego obydwoma systemami znaków. Zatoka portowa Wismaru przypomina skarpetkę tylko z czterema palcami. Te „palce” to właśnie baseny portowe. Nabrzeże reprezentacyjne i większość marin mieszczą się w basenie położonym najbardziej na zachód.

Na terenach wokół zatoki leży spore (ok. 50 tys mieszkańców) miasto Wismar. Najstarsze zapiski na jego temat sugerują pochodzenie nazwy od połabskiego imienia Wyszemir. Według słownika Kozierowskiego przyjęła polską formę Wyszomir. Ów Wyszomir był postacią bardzo znaną, wspomina nawet o nim Długosz. W ramach wielkiej kolonizacji, słowiański gród przekształcił się w miasto, które było jednym z założycieli Hanzy i pełniło funkcję rezydencji książąt meklemburskich. Dalsze losy można zapisać słowami: Hanza, reformacja, wojna trzydziestoletnia. Pokój westfalski (Osnabruck) na ponad 150 lat usankcjonował nowy podział Europy pozostawiając Wismar pod panowaniem szwedzkim. W 1803 roku za sumę 1,25 miliona talarów Meklemburgia wydzierżawiła miasto na sto lat a następnie już w składzie Cesarstwa Niemieckiego przejęła je na stałe. Dalsze dzieje przedstawiają się typowo : II wojna światowa, NRD, Republika Federalna Niemiec.

Flota polska. W latach 1628–1632 podczas wojny trzydziestoletniej miasto opanowały wojska Ligi Katolickiej, zmontowanej przez cesarza organizacji, zwalczającej władców krajów protestanckich. W wismarskim porcie stacjonowała polska flota wojenna powołana przez Zygmunta III Wazę i będąca trzonem sił morskich Ligi Katolickiej nazywanych flotą wismarską. Wg różnych źródeł flota polska stacjonująca w Wismarze liczyła 7-9 okrętów ponadto jeszcze jeden nazywany „św. Jakub” podobno też dotarł nieco później do Wismaru, ale to nic pewnego. Zdobycie miasta przez Szwedów przesądziło także o losie floty polskiej. Swoim obyczajem Zygmunt III Waza wplątał Polskę w kolejną bezsensowną awanturę, która przyniosła nam straty i była jedną z wielu przyczyn późniejszego upadku państwowości .

Zabytki architektury. Wśród znaczniejszych miast leżących nad południowym Bałtykiem jedynie w Wismarze i Stralsundzie przetrwały pełne, oryginalne założenia urbanistyczne bogatego miasta lokowanego na prawie lubeckim. Wprawdzie średniowieczne warstwy kulturowe zalegają pod grubą warstwą osadów antropogenicznych i końskich odchodów tzw. mierzwy ale jeszcze teraz przy odrobinie wyobraźni można cofnąć się myślą kilkaset lat wstecz. Pomogą w tym zachowane budynki, wprawdzie często przebudowywane i modernizowane ale jeszcze utrzymujące pierwotne kształty i detale. Najłatwiej znaleźć można stare klimaty w kwartale między ulicami Kramerstrase i Scheuerstrase lub na słynnej uliczce Frische Grube.

Stara uliczka. Foto: Kazimierz Olszanowski

Rynek miejski. Powierzchni około jednego hektara jest jednym z największych na południowym wybrzeżu Bałtyku, otaczają go pierzeje renesansowych, barokowych i wybudowanych w późniejszych czasach kamieniczek. Na południowym skraju placu targowego znajduje się renesansowa studnia „Wasserkunst”, która została wybudowana na przełomie XVI i XVII wieku przez Philipa Brandina, architekta z Utrechtu. Architektura obiektu nosi wpływy holenderskie. Wcześniej w tym miejscu istniała średniowieczna studnia drewniana zasilana wodami gruntowymi, jednak rozwój miasta wymusił budowę nowej studni zasilanej systemem rurociągów z wieży ciśnień na obrzeżach miasta. Do czasu wybudowania współczesnych wodociągów (koniec XIX wieku) „Wasserkunst” była głównym źródłem zaopatrzenia miasta w wodę pitną.

Port. Położenie w głębi osłoniętej zatoki pozwoliło na budowę bezpiecznego portu dla hanzeatyckich statków. Dodatkowo port w nocy i w niebezpiecznych czasach zamykano ciężkim, kutym łańcuchem. Pamiątką po tych czasach są: tzw. domek na drzewie (kapitanat portu ?) i dwa popiersia Herkulesa ustawione przed nim. Dzisiaj na brzegach starego portu bazują niewielkie jednostki rybackie, jachty i stateczki białej floty. Port przemysłowy zajmuje baseny bardziej oddalone od starówki.

Brama wodna. Między portem a starówką funkcjonuje XV-wieczna, gotycka brama wodna stanowiąca niegdyś część murów obronnych miasta. Czasy późniejsze wymusiły budowę bastionu artyleryjskiego ulokowanego w pobliżu. Obecnie brama mieści siedzibę Klub Maritim.

Dwór książęcy. Był jedną z siedzib meklemburskich książąt, składa się z późnogotyckiego „Alten Haus” i wybudowanego w stylu włoskiego renesansu „Neue Haus” powstałego w około roku 1550. W szczytowym okresie rozwoju Hanzy dwór książęcy był „solą w oku” nadzianym i dość niezależnym patrycjuszom miejskim. Zapiski kronikarskie wspominają nawet o niszczeniu budynku przez podpuszczoną tłuszczę. Od schyłku wojny trzydziestoletniej do pierwszych lat XIX wieku obiekt mieścił najwyższy szwedzki sąd obejmujący swą jurysdykcją wszystkie tereny na południowym wybrzeżu Bałtyku, przyznane Szwedom zgodnie z postanowieniami pokojowymi.

Kościół św. Jerzego. Jest jednym z trzech największych i najważniejszych kościołów w Wismarze i jednym z najwspanialszych przykładów gotyku ceglanego w północnych Niemczech. Na początku jego powstania w pierwszej połowie XIII wieku. była to świątynia zamożniejszych kupców i rzemieślników, hołota nie była tu mile widziana. Skutkiem zniszczeń podczas II wojny światowej i w następnych dziesięcioleciach niszczała, dopiero w ostatnich 20 latach doszło do jej gruntownej restauracji.

Kościół św. Mikołaja. Jest jedynym z trzech największych kościołów parafialnych w Wismarze, który bez większych zniszczeń przetrwał II wojnę światową. Jego 37 metrowa nawa środkowa jest drugą co do wielkości gotycką, ceglaną nawą kościelną na świecie. Przewyższa ją tylko nawa kościoła św. Marii w Lubece.

Kościół św. Marii. Swą 80 metrową wieżą góruje nad miastem. Podczas II wojny światowej główny korpus budynku uległ zniszczeniu. Nie został odbudowany zaś w 1960 roku wysadzono resztki w powietrze. Pozostały jedynie trzy kaplice przy wieży przystosowane współcześnie do funkcji sal wystawienniczych.

Stary Szwed. Jest najstarszą (budowa ok. 1380 roku) kamienicą w Wismarze, wśród innych wyróżnia się ceglaną, koronkową elewacją frontową. Aktualnie mieści stylową restaurację.

Stary Szwed. Foto: Kazimierz Olszanowski

Zum Weinberg. Jest budynkiem jeszcze ponad trzydzieści lat starszym niż Stary Szwed, jednak całkowita przebudowa w stylu renesansowym zatarła gotycki wygląd. Przez kilka wieków służył  jako dom mieszkalny i winiarnia. Na drewnianym stropie przetrwały oryginalne barokowe polichromie zdobiące współczesną restaurację.

Wieża ciśnień. Rozwój techniki wojennej spowodował, że klasyczne fortyfikacje murowane nie spełniały już właściwie swojej funkcji. Większość z nich rozebrano. W Wismarze przetrwała jedynie jedna z baszt zamieniona na wieżę ciśnień zasilającą studnię „Wasserkunst”

Schabbellhaus. W drugiej połowie XVI wieku mimo zbliżającego się upadku Hanzy nękanej kryzysami eksport piwa funkcjonował doskonale. Jednym z największych piwowarów był burmistrz miasta Heinrich Schabbell. On to około 1570 roku wystawił okazałą rezydencję połączoną z kolejnym browarem. O kosztach przedsięwzięcia krążyły legendy. Architekt z Utrechtu Philip Brandin stworzył jeden z pierwszych renesansowych budynków w Meklemburgii, choć można doszukać się wyraźnych cech stylu gotyckiego. Schabeeellhaus mieści obecnie muzeum miasta.

Zbrojownia. Czasy szwedzkie przypomina niezbyt wyróżniający się budynek dawnej zbrojowni. Został wybudowany po zniszczeniu baszty prochowej przez wybuch (1699 rok). Szwedzki architekt Erik Dahlberg przy budowie zastosował bardzo śmiałe rozwiązania konstrukcyjne. Zbudował dach samonośny z wiązarami kratowymi opartymi jedynie na ścianach zewnętrznych. Podobne rozwiązanie jak we współczesnych halach przemysłowych. W czasie niedawnej odbudowy budynku zmieniono funkcję dla potrzeb miejskiej biblioteki. Nad wejściem od strony dziedzińca odtworzono herb Królestwa Szwecji.

 

WISMAR-LUBECK

BOLTEHAGEN

Po wyjściu z Wismaru płynąc w kierunku Travemunde mijamy po lewej burcie niewielki, ale eksponowany półwysep. Na nim rozłożyła się miejscowość Boltenhagen posiadająca sporą dobrze wyposażoną marinę Weise Wiek z ponad stoma miejscami postojowymi. Wejście do portu od południa. Położenie prawie „w pół drogi” między Wismarem a Travemüunde nie zachęciło mnie do odwiedzenia tego portu i nigdy tu nie byłem. Marina reklamuje swój „die Full Service” co przyjmuję nieco na wiarę podobnie jak polskie tłumaczenie Boltehagen na Bełtno.

 

TRAVEMÜNDE

Kolejne –münde (-ujście) czyli port położony u samego ujścia rzeki do morza i będący rodzajem awanportu większej aglomeracji portowej. Ujście Trave zostało w połowie XI wieku ufortyfikowane przez księcia Henryka Lwa. Wkrótce tę część Szlezwiku przejęli zbrojnie Duńczycy kontynuując rozbudowę umocnień. W pobliżu twierdzy powstało miasteczko, które na początku XIV wieku popadło w zależność od Lubeki. Po wojnach napoleońskich fortyfikacje zostały rozebrane, teren splantowany pod zabudowę kolejnego Ostseebad. Od roku 1913 Travemünde jest dzielnicą Lubeki. Obecnie gospodarka opiera się na turystyce i żegludze promowej. Między innymi organizowany jest festyn Travemünde Woche uświetniony regatami żaglowców.

Trave (pol. hist. Trawna)

Rzeka w Niemczech (Szlezwik-Holsztyn) o dł. 124 km. Wypływa kilka kilometrów na północ od Ahrensbök koło Gießelrade, przepływa przez Bad Segeberg, Bad Oldesloe, Reinfeld (Holstein), Lubekę i w Travemünde wpływa do Morza Bałtyckiego. W Lubece łączy się z kanałem Łaba-Lubeka. Powierzchnia jej dorzecza wynosi 2676 km².

Przy nabrzeżu Travemünde zacumowano jeden z najstarszych w świecie oryginalnych żaglowców; czteromasztowy bark „Passat”. Został zbudowany ponad sto lat temu w hamburskiej stoczni Bohm & Voss na zamówienie słynnej firmy armatorskiej F. Laeisz z Hamburga. Podobnie jak bliźniaczy „Peking” przez kilka następnych lat, jako masowiec przewoził saletrę z Chile do Europy pływając trasą wokół przylądka Horn. Warunki pracy na statkach wożących saletrę były tak okropne, że marynarzy nie przerażało nawet forsowanie Hornu w obydwu kierunkach, może dlatego wykorzystując podobieństwo fonetyczne nazwiska armatora i słowa oznaczającego wesz w języku niemieckim nazywano trasę „ wszawa linia”.

Bark „Passat”. Foto: Magda Kucharska

W wyniku pierwszej wojny światowej, po krótkim pływaniu pod banderą francuską bark powrócił do Laeisza. Pod koniec lat dwudziestych XX wieku w okresie schyłku „łabędziego śpiewu” transportowych, oceanicznych żaglowców „Passat” uczestniczył w kolizji z dwoma parowcami, które w jej wyniku zatonęły.

W 1931 roku sprzedany do Finlandii, zasilił flotę żaglowców należącą do armatora romantyka Gustawa Eriksona, gdzie służył do przewozu zboża z Australii. W tym czasie, głównie ze względów ekonomicznych, trzon załogi stanowili nastolatkowie sposobiący się do zawodu marynarza. Po drugiej wojnie światowej statek powrócił pod niemiecką banderę jako jednostka szkolna i celem obniżenia kosztów eksploatacji woził zboże z Argentyny. W czasie rejsu z Ameryki Południowej do Europy „Passat” natknął się na wyjątkowo silny huragan „Carrie”. Podobny, blisko płynący żaglowiec „Pamir” zatonął z prawie całą załogą. Był to już ostatni wielki rejs starego barku. Od końca 1957 „Passat” dożywa swoich dni jako statek muzeum.

Kościół. Na temat istnienia kościoła Travemunde pierwsze pośrednie wiadomości pochodzą z połowy XIII wieku i podobno jakieś szczątki można odnaleźć w obecnie istniejącej gotyckiej budowli, której budowę rozpoczęto po zniszczeniu Travemunde w XVI wieku. W ciągu najbliższego stulecia budynek powiększano o kolejne elementy w tym wieżę. Do połowy XIX kościół pod wezwaniem św Lorenza był kościołem filialnym Mariekirche w Lubece. Wśród wyposażenia zachowało się kilka zabytków renesansowych i barokowych, część starszych pochodzi z innych nieistniejących już świątyń w regionie.

Latarnia morska. Patrząc z wody, widzimy na tle wysokiego wieżowca coś w rodzaju ceglanego komina z kilkoma okienkami. To jedna z najstarszych w Europie (jeśli pominiemy budowle rzymskie) latarni morskich. Została wybudowana w połowie XVI wieku i zmodernizowana trzysta lat później. Pod koniec XIX wieku jak większość latarni morskich nad Bałtykiem została wyposażona w oświetlenie elektryczne. Sprzyjał temu fakt, że pierwsze żarówki posiadały tak wielką moc, iż nie nadawały się do oświetlania pomieszczeń i stosowano je do świateł nawigacyjnych.

Latarnia morska w Travemünde. Foto: Kazimierz Olszanowski

 

LUBECK

Między Travemünde a centrum Lubeki ciągną się tereny rekreacyjne, gęsto usiane lasami masztów, domkami letniskowymi i podobną infrastrukturą. Ponad brzegami pokazują się smukłe wieże, zapowiedź niedalekiej Königin der Hanse (Królowej Hanzy)

Podejście z Travemünde do Lubeki. Foto: Magda Kucharska

Lubeka przez kilkaset lat była centrum handlowym północnej Europy, tu krzyżowały się szlaki morskie łączące Hiszpanię z Nowogrodem na Rusi i Norwegię z Morzem Śródziemnym. Hanza kontrolowała również trasy lądowe łączące wybrzeża mórz północnych z Półwyspem Apenińskim oraz dolinę Renu via Wrocław, Kraków z Kijowem na Rusi. Za aktywa należące do kilku rodzin kupieckich można by było kupić ówczesne, spore królestwo. Historia miasta jest równie bogata jak skarbce Lubeki w okresie hossy. Obecnie trudno wybrać istotne fakty historyczne z powodzi dokumentów, pojedynczych zapisków, komentarzy czy fałszerstw i konfabulacji. Jeszcze trudniej zapisać to w kilkunastu zdaniach.

Na pagórku leżącym w widłach rzek Trave i Schwatrau od kilku tysiącleci trwało osadnictwo, zachowały się nawet neolityczne megalityczne grobowce. Pod koniec wędrówki ludów w VIII wieku napłynęły tu plemiona słowiańskie budując obronny gród, który został spalony w czasie walk międzyplemiennych. Na jego miejscu książę Adolf II Holsztyński zbudował zamek i założył prężnie rozwijającą się osadę handlową. Był to tłusty kąsek dla pazernego Henryka Lwa, który odebrał osadę Adolfowi i rozbudował ją do rangi miasta (prawa miejskie 1160 rok) .

Henryk Lew

Henryk Lew (Heinrich der Löwe) z dynastii Welfów w ciągu pierwszych lat życia skutkiem rozgrywek między niemieckimi feudałami został pozbawiony ojcowizny. Dopiero z upływem lat odzyskał Saksonię i następnie opanował Bawarię. W połowie XII wieku po długich walkach zhołdował Obodrzyców a następnie w sojuszu z Danią Wieletów. Włączył też w skład swojego dominium część Pomorza Zachodniego i wyspę Rugię. Na podbitych i zależnych terytoriach wprowadził chrześcijaństwo wsparte importem osadników z zachodnich krain Niemiec. Założył kilka znaczących obecnie miast niemieckich. Gdy ówczesny cesarz Fryderyk I Barbarossa doszedł do wniosku, że jego wasal zbytnio „porósł w piórka”, doprowadził do procesu Henryka Lwa i wygnaniu tegoż na banicję. Pod koniec życia Henryk w trosce o życie przyszłe, zainicjował budowę kilkunastu kościołów na podbitych ziemiach. Henryk zapewnił mieszkańcom większe szanse zbawienia przenosząc tu biskupstwo z Oldenburga i dzięki swoim dekretom doprowadził do współpracy z kupcami operującymi z Gotlandii. Był to początek hanzy kupców z czasem przekształconej w hanzę miast, czyli Hanzę, oczywiście pod przewodnictwem Lubeki. Po upadku Henryka Lwa Lubeka przeszła bezpośrednio pod panowanie cesarskie uzyskując status wolnego miasta Rzeszy.

Prawa miejskie

Prawa miejskie były swoistym statutem, wg którego miała funkcjonować społeczność miejska. Były nadawane w formie dekretu przez feudała władającego terenem. Statuty dwóch miast Magdeburga i Lubeki wykorzystywano jako wzór w czasie lokacji kilku setek innych miast. Te na prawie magdeburskim charakteryzowały się prostokątnym rynkiem i regularną siecią ulic przecinających się pod kątem prostym. Tak zaplanowano większość nowych miast na północ od Alp. Lokując miasta portowe na wybrzeżach Bałtyku najczęściej wykorzystywano prawo lubeckie (Lubisches Recht). Tu dla odmiany nie planowano centralnego rynku, jego rolę pełniła szeroka ulica targowa, np. Długi Targ w Gdańsku. Przynajmniej tak się uważa choć poznając kilkadziesiąt miast hanzeatyckich lokowanych na prawie lubeckim takie rozwiązanie urbanistyczne zauważyłem tylko w przykładowym Gdańsku. Pozostałe znane mi miasta szczycą się swoimi rynkami. Lubeka nawet trzema, po jednym dla każdej dzielnicy starego miasta.

Przywileje wynikające z praw miejskich dotyczyły jedynie wolnych obywateli urodzonych w mieście. Żydzi, duchowni i plebs choć zamieszkujący w miastach nie byli ich obywatelami. Obywatelstwo dawało wiele korzyści; umożliwiało wolne prowadzenie działalności gospodarczej, dawało czynne i bierne prawo wyborcze do władz miejskich, umożliwiało członkostwo w bractwach kupieckich i cechach rzemieślniczych.

Królowa Hanzy (Königin der Hanse)

Henryk Lew dzięki swoim dalekowzrocznym, przemyślanym działaniom doprowadził do współpracy ekonomicznej Lubeki z kupcami operującymi z Gotlandii i eksploatującymi rynki północno-wschodniej Europy. W zamian za manufakturę czyli „wyroby przemysłowe” codziennego użytku importowano stamtąd futra, wosk i dobrej jakości drewno. Kluczowym elementem rozwoju stało się również przymierze handlowe z Hamburgiem (1243 rok). Był to początek hanzy kupców z czasem przekształconej w hanzę miast, czyli Hanzę.

Lubeka, posiadająca status wolnego miasta Rzeszy, uzyskała dzięki temu prawo bicia własnej monety lubeckiej srebrnej marki, która wkrótce rozprzestrzeniła się na całą północną Europę. Jak wiadomo pieniądz słabszy wypiera z rynku pieniądz silniejszy (prawo Kopernika). Szybka „kariera” lubeckiej waluty pozwala przypuszczać, iż szacowni rajcy i patrycjusze miejscy fałszowali swój pieniądz zaniżając zawartość srebra w stopie.

Bliska współpraca z Hamburgiem zaowocowała budową śródlądowego kanału żeglownego między Bałtykiem a Morzem Północnym. Przewóz towarów nie mógł być kontrolowany przez stosującą drakońskie cła Danię i znacznie ułatwił transport soli z Luneburga via Lubeka do krajów skandynawskich zamieszkałych przez eksporterów śledzi potrzebujących do ich konserwacji dużych ilości soli.

Miasta hanzeatyckie, zwłaszcza Lubeka posiadły monopol handlowy w basenach mórz Północnego i Bałtyku. W kilku miastach począwszy od Londynu a skończywszy na Nowogrodzie Hanza założyła kantory pośredniczące w handlu między portem a zapleczem lądowym. Infrastruktura obiektów pozwalała na magazynowanie przywiezionych i zakupionych towarów, a kupcom i żeglarzom na remont statków, oraz przetrwanie martwego sezonu zimowego.

Królowa Hanzy. Foto: Magda Kucharska

Hanza nie wykształciła żadnych struktur formalnych. W przypadku konieczności podjęcia ważnych postanowień np. dotyczących wojny z którymś z państw odbywał się zjazd przedstawicieli miast hanzeatyckich. Pierwszy zjazd odbył się w Lubece w 1356 roku. Miasta opodatkowały się na koszty nadchodzącej wojny z Danią zaś wodzem naczelnym sił hanzeatyckich ustanowiono burmistrza Lubeki. Ochrona zysków wynikających z monopolu i przywilejów handlowych wymagała udziału w licznych konfliktach militarnych a także politycznych. Zjazdy miast hanzeatyckich najczęściej odbywały się w Lubece toteż miasto było uznawane za nieformalną stolicę Hanzy.

Reformacja. Patrycjatowi miejskiemu sprzymierzonemu z hierarchami kościoła katolickiego istniejący status quo bardzo odpowiadał. Plebs jednak miał inne zdanie i wymusił na radzie miejskiej decyzję o wprowadzeniu reformacji i zrzeczenia się przez kapitułę katedralną wszelkich dóbr kościelnych w obrębie administracji miasta. Wielu dotychczasowych księży katolickich bardzo szybko zmieniło barwy przechodząc na wiarę protestancką. Zwykli obywatele Lubeki uzyskali prawo głosu w radzie miasta. Lubeka przystąpiła do związku szmalkalskiego zrzeszającego protestancką szlachtę niechętną rządom cesarza Karola V.

Wśród istotnych ekonomicznych skutków upowszechnienia reformacji był upadek wielu już renesansowych warsztatów malarskich, rzeźbiarskich, złotniczych i innych produkujących dotychczas na potrzeby rynku dewocjonaliów czy wyposażenia kościelnego. Wśród najbardziej znanych twórców można wymienić Berndta Notke czy Hermena Rode. Sygnowane przez nich ołtarze zdobią wiele kościołów w północnej Europie, bądź stanowiły wzór dla naśladowców. Reformacja zbiegła się z upowszechnieniem druku. Od tej chwili ładunkiem kogg lubeckich były między innymi księgi, zwłaszcza biblia tłumaczona na wiele języków.

Po latach świetności Lubeka jako główna siła Hanzy wdała się w kolejny konflikt zbrojny między innymi z protestanckimi krajami leżącymi nad morzem bałtyckim. Jednak w starciu z flotami Danii, Szwecji i Prus poniosła klęskę przy okazji straciła burmistrza zgładzonego przez przeciwników. W tym okresie stała się widoczna przewaga dużych państw nad miastami-państwami bez zaplecza terytorialnego zapowiadająca ich schyłek.

Wojna trzydziestoletnia. Przewidując paneuropejski konflikt zbrojny neutralna politycznie Lubeka unowocześniła i rozbudowała fortyfikacje strzegące miasta, prace trwały do połowy wojny rozpoczętej w 1618 roku. Pierwsze lata wojny przyniosły ożywienie gospodarcze, jednak gdy transporty materiałów wojennych ze Szwecji, zagrożone przez „papistów” zaczęto kierować przez Hamburg, kupcy lubeccy musieli księgować straty. Po zakończeniu wojny kontrolę nad żeglugą bałtycką przejęli Szwedzi rugując niemieckich hanzeatów z zyskownych rynków bałtyckich. Również Holendrzy dysponujący nowocześniejszymi statkami i bezpośrednim dostępem do rynków światowych walnie przyczynili się do upadku Lubeki i całej Hanzy. Ostatni zjazd Hanzy odbył się w 1669 roku w Lubece.

Wojny napoleońskie. Przez wieki Lubeka posiadała status wolnego miasta. Po upadku cesarstwa niemieckiego stała się niezależnym miastem-państwem niemieckim, neutralnym w czasie wojny francusko-pruskiej. Karłowate państewko może być neutralne dopóki wojującym armiom to odpowiada. Dowódca wojsk pruskich feldmarszałek Blucher otoczony w pobliżu przez francuzów postanowił bronić Lubeki dopóki nie ewakuuje swojej armii morzem przez Travemunde. Głupota jednego z pruskich generałów pozwoliła wojskom napoleońskim na szybkie zdobycie miasta, zablokowanie żeglugi i wymuszenie przestrzegania blokady kontynentalnej. W czasie okupacji francuskiej i w latach późniejszych z tej przyczyny bardzo ucierpiała gospodarka miasta żyjącego głównie z handlu morskiego.

Wiek XIX i XX. Znaczne zmiany w architekturze historycznego centrum nastąpiły w XIX wieku, kiedy to wyburzono znaczną część budynków głównie klasztorów i kościołów (m.in. Dominikanów, Benedyktynów oraz Św. Jana i Św. Marii Magdaleny). Na ich miejscu powstały neogotyckie kamienice i obiekty komunalne. Pozostałe gotyckie budynki też w większości zmodernizowano stosownie do aktualnej mody. Dzięki temu prawie całe , historyczne centrum miasta zabudowane jest z budynkami z czerwonej cegły.

Czerwona dzielnica. Foto: Magda Kucharska

Pod koniec I wojny światowej, po upadku cesarstwa, w Lubece rozpoczął się bunt marynarzy, jednak do wybuchu poważniejszych zamieszek nie doszło. Burzliwe były również lata II wojny światowej. W Niedzielę Palmową 1942 roku alianckie bombowce poważnie zniszczyły historyczne centrum miasta.

Zabytki

Otoczona wodą starówka z siedmioma wieżami, pięciu głównych kościołów obrazuje żywą 1000-letnią historię i od 1987 roku jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zabytkowa zabudowa z epoki gotyku, renesansu, baroku i klasycyzmu, zaułki i ulice, kamienice i fortyfikacje, kościoły i klasztory, tworzą unikalny obraz zwartej całości. Z ich powodu miasto nosiło przydomek „Miasta siedmiu wież”. Wśród sakralnych obiektów najbardziej znane i ciekawe to:

Katedra. Najstarszą z zachowanych świątyń jest katedra położona na południowym cyplu wyspy i ufundowana przez Henryka Lwa. Powstała na przełomie XII i XIII wieku, jako pierwsza tak duża świątynia z cegły wzniesiona na wybrzeżach Bałtyku, w dobie rozkwitu gotyku została rozbudowywana. Jest to trójnawowa bazylika z transeptem czyli nawą poprzeczną i dwuwieżowym masywem zachodnim, wewnątrz mieści cenny wystrój, m.in. krucyfiks; dzieło Bernta Notke, przegrodę chórową z zegarem astronomicznym, późnogotycką brązową chrzcielnicę, figurę Madonny z Dzieciątkiem. Niegdyś kościół mieścił retabulum ołtarza ukrzyżowania pędzla Hansa Memlinga.

Kościół Mariacki (Marienkirche). Wzniesiony na miejscu starszej świątyni w pobliżu rynku jest prawdziwą perełką gotyku ceglanego. Uznany jest za najwspanialszy kościół Lubeki, na którym wzorowało się aż 70 innych kościołów w całym regionie nadbałtyckim. Bazylika chlubi się najwyższym na świecie sklepieniem ceglanym o niezwykłym znaczeniu architektonicznym. Kościół wznosi się dumnie w najwyższym punkcie starówki. To arcydzieło architektury gotyckiej, zbudowane w drugiej połowie XIII wieku z inicjatywy samych mieszkańców, jako symbol dobrobytu i bogactwa. Kościół Mariacki był głównym centrum kultu religijnego od schyłku XIII stulecia. Niedaleka katedra naocznie przypominała mieszczanom czasy zależności feudalnej toteż nie była zbytnio uczęszczana przez elitę miejską pełniąc podrzędną rolę.

W swojej architekturze kościół mariacki (fara) przejął w sposób uproszczony niektóre formy francuskiego gotyku katedralnego (łęki oporowe, obejście z wieńcem kaplic, oraz proporcje), które wraz z dwuwieżowym (wys. 125 m.) masywem zachodnim nadają świątyni monumentalności. Co więcej nie katedra, a fara lubecka stała się wzorem dla dużych założeń sakralnych w wielu miastach z kręgu Hanzy (m.in. kościoły w Wismarze, Rostocku, Stralsundzie). Pomimo poważnych zniszczeń w 1942 roku przetrwało dużo unikalnych elementów wyposażenia. Organistą fary w latach 1668–1707 był Dietrich Buxtehude nauczyciel Jana Sebastiana Bacha.

Kościół św. Jakuba. Po wielkim pożarze miasta w 1276 roku na ruinach wcześniejszego, romańskiego kościoła zbudowano potężną trójnawową bazylikę. W czasie budowy wykorzystano mniej zniszczone elementy i detale architektoniczne poprzednika. Świątynia była jednym z punktów węzłowych średniowiecznego szlaku pielgrzymkowego do Composteli. Święty Jakub patron kościoła pełni w niebiosach funkcję opiekuna żeglarzy, toteż w społeczeństwie ludzi żyjących z morza cieszył się wielkim uznaniem, zaś zarządcy parafii licznymi darowiznami i fundacjami. Dzięki temu budynek ozdobiono bogatym wystrojem, wyposażeniem liturgicznym i kosztownymi organami. Na wieży wiszą cztery stare dzwony. Bogate rody prześcigały się w budowie kaplic rodzinnych między innymi: Bromsen-Kapelle, Witten-Kapelle. W tej ostatniej eksponuje się łódź ratunkową z czteromasztowego barku „Pamir”, który zatonął w huraganie w 1957 roku

Kościół św. Idziego. Zbudowany przed 1227 rokiem w uboższej dzielnicy jest też najmniejszym lubeckich kościołów w obrębie starego miasta. Powstał na bardzo ciasnej działce oddalonej od napuszonych rezydencji bogaczy. Jako budowla miał dużo szczęścia skoro przetrwał prawie 800 lat bez większych zniszczeń, nawet bombardowania II wojny światowej zniszczyły tylko okna z witrażami choć najbliższą okolicę zrównały z ziemią. Dzięki temuż szczęściu zachował gromadzone przez wieki elementy cennego wystroju wnętrza i romańskie detale zdobiące elewację. Szczególnie warto zwrócić uwagę na niespotykane gdzie indziej drewniane epitafia klasy średniej ówczesnego miasta.

Kościół św. Piotra. Strzelista wieża z hełmem pokrytym spatynowaną miedzianą blachą wystająca ponad kamieniczkami dzielnicy Koberg wskazuje kościół św. Piotra patrona rybaków. Budynek świątyni zapoczątkowała w końcu XII wieku romańska trójnawowa bazylika, którą przez kolejne dwa wieki rozbudowano do obecnej formy pięcionawowej gotyckiej bazyliki halowej. W czasie drugiej wojny światowej do prac budowlanych przyłączyli się Brytyjczycy dokonując demontażu i rozbiórek przy pomocy bomb lotniczych. Przez wiele następnych lat zrujnowany budynek pozostawiono własnemu losowi. Dopiero w 1987 roku został odbudowany a w 2004 roku poświęcony jako kościół uniwersytecki. Bogatego niegdyś wystroju wnętrza nie odtwarzano pozostawiając je w formie wręcz sterylnie ascetycznej sali realizując zapewne tradycje z wczesnego okresu reformacji, lub po prostu ze względów praktycznych czy finansowych.

Kościół Św. Katarzyny. Bezwieżowa bryła z sygnaturką wskazuje, że świątynia od czasu wybudowania w 1225 roku aż do reformacji w 1531 roku musiała należeć do zakonu franciszkanów. Istotnie stanowiła część jednego z najstarszych klasztorów franciszkańskich w świecie powstałych jeszcze za życia świętego Franciszka. Oprócz kościoła zespół składał się jeszcze z budynku klasztoru i budynków gospodarczych. Reformacja zamieniła te budynki w siedzibę gimnazjum i bibliotekę miejską. Wojska napoleońskie okupujące Lubekę urządziły w kościele stajnie i lazaret. W latach osiemdziesiątych XX wieku powołano muzeum Hansestadt Lubeck. Eksponuje ono zabytki pochodzące z kościoła św. Katarzyny oraz innych obiektów sakralnych z Lubeki i okolic. Wiele z nich pochodzi z okresu schyłkowej fazy sztuki gotyckiej kiedy to surowy, strzelisty gotyk zaczął wychodzić z mody. Widać to wyraźnie w malowidłach ołtarza św. Łukasza. Ich autor Herman Rode jeszcze zachowując dość sztywne zasady kompozycji gotyckiej już wprowadził elementy typowe dla nadchodzącego renesansu w tym w miarę poprawną perspektywę i miękkość linii. Można to zauważyć zwłaszcza porównując ołtarz z klasycznym gotyckim freskiem przedstawiającym scenę z życia św. Franciszka ulokowanym przy wejściu na chór. Prawdziwą perełką sztuki odrodzenia jest epitafium wykonane przez Jacopo Tintoretto przedstawiające „Powstanie z martwych Łazarza”. Chodząc po posadzce naw kościoła można zauważyć, że jest ona swoistą kapsułą czasu, składa się głównie z płyt nagrobnych znaczących miejsca pochówku ludzi, którzy niegdyś tu żyli.

Kościół św. Anny. Z początku XVI wieku. Pozostałości dawnego klasztoru Augustianów mieszczą obecnie Muzeum św. Anny z dziełami średniowiecznej rzeźby, malarstwa i rzemiosła artystycznego. Przechowywane są tu oryginalne zabytki głównie kościelne. Ich wierne kopie eksponuje się w obiektach i miejscach gdzie były użytkowane.

Poza kościołami w mieście jest też sporo zabytków świeckich. Najbardziej znanymi i rozpoznawalnymi są:

Koberg. Zachowana w całości dzielnica z końca XIII wieku – z kościołem św. Jakuba, szpitalem św. Ducha i historyczną zabudową między ulicami Glockengiesserstrasse i Aegidienstraße, dzielnica z eleganckimi kamienicami patrycjuszowskimi między kościołem św. Piotra i katedrą. Wśród prawdziwych perełek dzielnicy pysznią się:   słynna Brama Holsztyńska, będąca wizytówką miasta i spichlerz solny (Salzspeicher) na lewym brzegu rzeki Trave.

Brama Holsztyńska. Zbudowana w latach 1466-75  brama miejska wg projektów budowniczych holenderskich Johanna von Ryswycka oraz Johana van Valckenburgha. Obecny wygląd bramy kojarzy się z marcepanem obficie przystrojonym czekoladą co nie dziwi w Lubece mieście marcepanu. Brama Holsztyńska jest jedyną zachowaną wśród bram zamykających niegdyś ulicę Holsztyńską, obecnie traktowana jest jako wizytówka miasta.

Brama Holsztyńska – rewers. Foto: Kazimierz Olszanowski

Brama Holsztyńska – awers. Foto: Magda Kucharska

Brama Zamkowa. Powstała kilka lat wcześniej niż Brama Holsztyńska, była jedną z trzech kolejnych bram umacniających północny wjazd do miasta. Przez stulecia była rozbudowywana, zmieniano jej wygląd przykrywając budynek barokową kopułą, a nawet przez mury przebito nowe przejścia przystosowując obiekt do wzmożonego ruchu ulicznego. Za pobliskim mostem Burgtor brucke znajdują się posągi gigantycznych lwów dłuta Fritza Behna.

Ratusz. Interesującym zabytkiem jest ratusz – jeden z najznamienitszych przykładów północnoniemieckiej gotyckiej architektury ceglanej. Zbudowany w XIV wieku, do dziś służy jako siedziba burmistrza miasta Lubeki oraz miejsce obrad lokalnego parlamentu.

Ratusz. Foto: Kazimierz Olszanowski

Szpital św. Ducha. W lubeckiej dzielnicy Koberg, funkcjonuje jedna z najstarszych placówek socjalnych na świecie. Obecnie w budynku szpitala mieści się dom opieki społecznej. Cała stara część Lubeki zachowuje średniowieczny wygląd ze starymi budynkami i wąskimi ulicami, wśród których znajdują się między innymi dom armatorów i dom gildii kupieckiej.

Kamienice. Cennymi dziełami architektury ceglanej są m.in. kamienice przy Große Petersgrube 7 i 9, Mengstraße 6, czy też kamienice przy ul Kolk mieszczące obecnie Muzeum Teatru Lalkowego (TheaterFigurenMuseum Lübeck), Dom Społeczności Żeglarzy (Schiffergesellschaft) przy placu Koberg. Zbliżone formy architektury cechuje budynek dawnego browaru z XV w. przy Hüxstraße 128. Najstarszym tego typu domem jest kamienica z Apteką Lwa (Löwen-Apotheke) przy ul Dr.-Julius-Leber-Straße 13 (dawna Johannisstraße), której geneza sięga schyłku XIII stulecia.

Spichlerze solne (Salzspeiche). Na lewym brzegu rzeki Obertrave znajduje imponujący zespół spichlerzy solnych. Sól kamienną, główny towar eksportowy Lubeki, w dębowych beczkach dowożono początkowo drogą lądową, a następnie kanałem (Steknitzkanal) z Luneburga. Ze względu na wysoką cenę i własności higroskopijne musiała być dobrze zabezpieczona w suchych pomieszczeniach. Dalej już całymi flotyllami kogg wędrowała głównie do Skandynawii. Po czym często wracała jednak już beczkach z bardzo pożądanymi w Europie śledziami. Architektura budynków łączy wpływy gotyku i renesansu. Wynikało to z prostego rozumowania: magazyn z płaskimi renesansowymi stropami zamiast gotyckich sklepień wymagał zdecydowanie mniejszej kubatury budynku niż stylowy gotyk. A co za tym idzie zajmował mniejszą działkę i był tańszy oraz łatwiejszy w eksploatacji.

Ciekawostki. Poza zabytkami Lubeka ma też inne atrakcje. Przede wszystkim jest miastem marcepanu. Zawdzięcza to Johannowi Georgowi Niederegger, który założył w niej fabrykę tego przysmaku. Aktualnie praktycznie każdy turysta opuszcza Lubekę z marcepanową pamiątką. Naprzeciwko ratusza znajduje się Cafe Niederegger, w której jest Salon Marcepanowy, a w nim 12 naturalnej wielkości figur wykonanych z tego smakołyku, między innymi podobizna Tomasza Manna.

Do Europy przywożono z Antyli różne gatunki bimbru z trzciny cukrowej, dopiero tu w kilku miastach naszego kontynentu bimber ponownie destylowano i mieszano różne gatunki komponując szlachetny trunek. W Lubece przetrwały tradycyjne mieszalnie doskonałych rumów. Jedna z nich pamięta jeszcze czasy napoleońskie. W owym czasie marynarze flot wojennych otrzymywali „dla zdrowotności” kubek rumu dziennie.

PROSIT !!!